Instrumenty nieregularne, nieprzewidywalne i ukochane przez Paganiniego. Kim byli Guarnerich i dlaczego ich skrzypce brzmią inaczej niż wszystkie inne?
Rodzina Guarneri przez trzy pokolenia budowała instrumenty w Cremonie, zawsze w cieniu – najpierw Amati, potem Stradivariego. Andrea Guarneri terminował u Nicoli Amatiego razem z młodym Stradivari. Jego syn Pietro i wnuk Pietro Giovanni przenieśli tradycję dalej. Ale prawdziwą legendą stał się dopiero ostatni z rodu.
Przydomek del Gesu pochodzi od inicjałów IHS umieszczanych na etykietach. Giuseppe pracował przez zaledwie około 20 lat i pozostawił po sobie około 150 instrumentów – żadne dwa nie są takie same. Gdzie Stradivari dążył do perfekcji, Guarneri pozwalał sobie na improwizację. F-otwory asymetryczne, sklepienia nieregularne, lakier jakby nakładany w pośpiechu – a jednak brzmienie tych instrumentów jest fenomenalne.
Stradivari budował instrumenty doskonałe. Guarneri budował instrumenty żywe. To różnica między pięknem a siłą.
Niccolò Paganini grał na Guarnerim del Gesu z 1743 roku – jednym z ostatnich instrumentów mistrza. Przezwał go Il Cannone (Działo) za niesamowitą siłę i projekcję brzmienia. Instrument do dziś przechowywany jest w Palazzo Tursi w Genui.
Niższe sklepienie i grubsze płyty typowe dla del Gesu generują więcej energii w niskich częstotliwościach – stąd charakterystyczny ciemny kolor brzmienia. Asymetria budowy może też wpływać na bogatszą mieszaninę alikwotów. Heifetz, Oistrach, Milstein – wszyscy grali na Guarnerich del Gesu.
Ciekawostka: Dziś ceny instrumentów Guarnerich del Gesu na aukcjach sięgają kilkunastu milionów dolarów – porównywalnie do najlepszych dzieł Stradivariego.